Znikający podwykonawcy. Jak nie wpłacić zaliczki firmie, która nie ma nawet młotka
- 8 kwi
- 1 minut(y) czytania
„Mamy wolny termin, ale musimy kupić materiały. Proszę o 50% zaliczki dzisiaj, a jutro wchodzimy na budowę”. Brzmi jak start solidnej współpracy? Częściej to scenariusz na pożegnanie się z gotówką. Rynek usług i budowlanki to poligon dla firm-widmo.

Przedsiębiorca wpłaca 5, 10, 20 tysięcy złotych „na materiały”, po czym telefon wykonawcy milknie, a strona na Facebooku znika. Zostajesz z rozgrzebanym projektem i pustym kontem.
Jak sprawdzić, czy podwykonawca to „duch”?
Test „Nowego Konta”: Jeśli firma powstała miesiąc temu, nie ma żadnych opinii (lub ma same „świeże” i podejrzanie idealne), – zapal czerwone światło. To może być firma „jednorazówka”.
Lokalizacja, która nie istnieje: Sprawdź adres biura w Google Street View. Jeśli pod adresem firmy jest szczere pole lub prywatny dom, w którym nikt o firmie nie słyszał – uważaj. Oszuści często korzystają z „wirtualnych biur”, by trudniej było ich znaleźć.
Presja na gotówkę: Uczciwy wykonawca ma swoje narzędzia i zaplecze. Jeśli „nie zacznie bez zaliczki na śrubki”, to znaczy, że nie ma płynności finansowej lub po prostu planuje ucieczkę.
Złote zasady bezpiecznej zaliczki:
Nigdy na słowo: Umowa to podstawa. Musi zawierać dokładny termin rozpoczęcia prac i PESEL/NIP wykonawcy.
Płatność etapami: Zamiast dawać 50% z góry, płać za wykonane i odebrane etapy prac. Pierwsza wpłata? Dopiero gdy sprzęt i ludzie faktycznie pojawią się na miejscu.
Przelew, nie gotówka: Każda wpłata musi zostawiać ślad w banku. Nigdy nie dawaj „do ręki” bez pokwitowania.
Profesjonalista nie boi się sprawdzenia jego wiarygodności. Jeśli wykonawca obraża się, gdy pytasz o referencje lub NIP – podziękuj mu. Oszczędzisz sobie miesięcy procesów sądowych.

