Imperium z dykty: Cała prawda o „milionerach” z TikToka i Instagrama
- Martyna Pisarek
- 20 godzin temu
- 2 minut(y) czytania

Przeglądasz rano telefon i widzisz to po raz setny. 22-latek w garniturze za dziesięć pensji krajowych wysiada z wynajętego na godziny Lamborghini, macha plikiem banknotów i pyta: „Jak długo jeszcze będziesz pracować na cudze marzenia?”. Potem oferuje Ci kurs, który zmieni Twoje życie.
Prawda jest jednak brutalna: jego jedynym biznesem jesteś Ty. Witamy w świecie „Fake-it-till-you-make-it”, gdzie bogactwo to tylko filtr, a sukces to piramida zbudowana na naiwności.
Scenografia sukcesu: Lambo z wypożyczalni i apartament na godziny
Zanim uwierzysz w fortunę swojego ulubionego guru finansowego, poznaj kulisy ich „biur”:
Luksus na minuty: Wynajem Ferrari czy Lamborghini pod zdjęcia do social mediów to koszt rzędu kilkuset złotych za godzinę. Wystarczy, by nagrać 20 rolek, które będą publikowane przez miesiąc.
Airbnb jako „mój penthouse”: Wielu influencerów wynajmuje luksusowe apartamenty na jedną dobę tylko po to, by zrobić sesję zdjęciową w szlafroku z widokiem na Warszawę czy Dubaj.
Puste pudełka: Torebki od Louisa Vuittona czy kartony po najnowszych iPhone’ach? Na aukcjach można kupić... same opakowania. Idealne, by tło na filmiku krzyczało „bogactwo”.
Model biznesowy: „Nauczę Cię, jak uczyć innych”
To serce tego przekrętu. Większość tych „milionerów” nie dorobiła się na żadnym realnym biznesie.
Nie na krypto.
Nie na nieruchomościach.
Nie na e-commerce.
Ich jedyny dochód to sprzedaż kursów o zarabianiu pieniędzy.
Schemat:
Pokaż sztuczne bogactwo, by wzbudzić zazdrość.
Obiecaj „sekretną wiedzę”, która pozwoli wyjść z Matrixa.
Sprzedaj kurs za 997 zł (promocja z 3000 zł!).
W kursie przekaż ogólniki dostępne za darmo w Google.
Wciągnij innych do sprzedaży za prowizję.
Wynik? Twórca zarabia miliony, bo znalazł tysiąc osób, które uwierzyły w jego bajkę.
To nie jest edukacja. To nowoczesna piramida ubrana w słowo „mindset”.
Gale freak-fightowe: Legitymizacja oszustwa
Dlaczego tak wielu z nich pcha się do klatek MMA? To proste: zasięgi i legitymizacja. Występ na gali obok celebrytów sprawia, że „fake milioner” staje się postacią publiczną. Widzowie myślą: „Skoro jest w telewizji/internecie i walczy na wielkiej hali, to musi być kimś”. To ostateczne przypieczętowanie autorytetu, które pozwala sprzedać jeszcze więcej bezwartościowych e-booków.
Red flagi – jak rozpoznać naciągacza?
Jeśli widzisz te sygnały u „finansowego guru”, uciekaj i pilnuj portfela:
Agresywne uderzanie w Twoje poczucie wartości: „Jesteś niewolnikiem systemu”, „Twoja praca to etatowy obóz pracy”.
Brak konkretów: Mówią o „mindsecie”, „energii pieniądza” i „skalowaniu”, ale nigdy nie pokażą audytowanych sprawozdań finansowych swoich spółek.
Pokazywanie gotówki: Prawdziwi milionerzy nie noszą przy sobie 50 tysięcy w banknotach, by machać nimi przed kamerą. Robią to tylko ci, którzy muszą kogoś olśnić.
Sztuczne poczucie pilności: „Ostatnie 3 miejsca w tej cenie!”, „Zapisy zamykają się o północy!”.
Fake milionerzy nie kradną tylko pieniędzy. Kradną zaufanie do przedsiębiorczości jako takiej.
Po nich każdy, kto mówi o biznesie, jest podejrzany.
Każda oferta brzmi jak oszustwo.
Każdy sukces wygląda jak ściema.
Ale największą krzywdą „milionerów” z social mediów nie są sprzedane kursy. Jest nią moment, w którym prawdziwy przedsiębiorca – po 12 godzinach realnej pracy, decyzji i odpowiedzialności – odkłada telefon i myśli: „Może jestem za mały. Może robię to źle. Może nie nadaję się do tej gry.”





