„Made in Poland” - największe kłamstwo polskiego e‑commerce
- Martyna Pisarek
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania

Patrzysz na produkt z dużym napisem „Made in Poland” i myślisz: „To polski produkt. Wspieram lokalną gospodarkę”. Prawda? Błąd. To jedna z największych manipulacji w polskim handlu internetowym. Konsumenci wierzą, że oznaczenie gwarantuje produkcję w kraju - a w wielu przypadkach to najbardziej perfidne oszustwo marketingowe ostatniej dekady.
Jak firmy legalnie cię oszukują?
Nie chodzi o pojedyncze wyjątki - to systemowe nadużycie wpisane w praktyki całej branży.
„Made in Poland” nie musi znaczyć MADE in Poland
Prawo europejskie i polskie nie definiuje jasno, kiedy produkt można oznaczyć jako „Made in Poland”. Zgodnie z unijnym kodeksem celnym, produkt oznaczony jako krajowy może:
składać się z komponentów wytworzonych praktycznie wszędzie;
być tylko ostatecznie złożony czy wykończony w Polsce - nawet jeśli 99% powstało za granicą.
To oznacza wprost: produkcja mogła się odbyć w Chinach, Niemczech czy Bangladeszu, a w Polsce dopięto tylko kilka śrubek i już może być „polski produkt”.
Przykład z życia: guzik robi cud
To nie teoria, to praktyka rynkowa. W branży odzieżowej firmy potrafią sprowadzić gotowy produkt z Azji i uznać go za „polski”, jeśli tylko w Polsce np. przyszyto jeden guzik lub uszyto metkę.
Takie produkty - często tańsze, masowo produkowane w Azji - trafiają na półki z dumą nosząc napis „Made in Poland”, a klienci za to płacą premium cenę i czują, że wspierają lokalny przemysł.
Polacy dają się oszukać - i to na wielką skalę
Badania i eksperci rynku wskazują, że brak regulacji prawnej sprawia, że:
wielu producentów oznacza jako polskie produkty, które tylko finalnie zostały złożone albo opakowane w Polsce;
etykiety o kraju pochodzenia to często manipulacja marketingowa, a nie informacja;
konsumenci wierzą w patriotyzm zakupowy, a faktycznie kupują produkt z importowanych komponentów.
Rzeczywistość w praktyce:
Branża odzieżowa
Ubrania z napisem „Made in Poland” często mają:
tkaniny z Azji,
komponenty z Turcji lub Włoch,
a tylko finalne przeszycie w Polsce.
To realne przypadki sprzedawane pod polską flagą - a konsument nie ma narzędzi, żeby się zorientować przed zakupem.
E‑commerce i fałszywe sklepy
UOKiK stale ostrzega, że na polskim rynku pojawia się rosnąca liczba fałszywych sklepów i podszywania się pod polskie marki, które w rzeczywistości sprzedają towary z Azji lub Europy Wschodniej jako polskie.
Patrzysz „Made in Poland” - a tak naprawdę… nie wiesz
Kod kreskowy zaczynający się od „590” kojarzy się większości Polaków z produktem z Polski - ale:
on nie gwarantuje produkcji w Polsce;
oznacza tylko rejestrację firmy dystrybuującej w Polsce - nie pochodzenie produktu.
To oznacza, że nawet produkty masowo importowane zza granicy mogą mieć kod polski i wyglądają jak „nasze”.
Firmy udają, że „Made in Poland” oznacza coś wartościowego.
Prawda jest taka:
To niski koszt produkcji z importowanych komponentów + magiczna etykieta + wyższa cena i większe zaufanie klienta.
„Made in Poland” to często:
warstwa marketingowa, a nie rzeczywiste pochodzenie produktu;
import z Azji/EU + kilka drobnych operacji w Polsce;
patriotyzm konsumencki sprzedawany jako produkt premium.
Kupujesz produkt oznaczony jako polski? Pomyśl dwa razy - bo:
często wspierasz inne fabryki,
płacisz więcej za import,
dajesz się oszukiwać marketingowej narracji.
To nie teoria - to praktyka, którą stosują tysiące firm online.





